editor-in-chief: pepper

admin: JP

 
       
 
IP: ec2-44-222-189-51.compute-1.amazonaws.com wejść: 269904 od 23 kwietnia 2007r.
 
   
 

    Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Szacunek Drzewica F.T. zafundował sobie kilkumiesięczną przerwę w treningach halowej piłki nożnej. Czwartkowe spotkania w hali SP Drzewica zostały zastąpione czwartkowymi spotkaniami na Orlim Gnieździe. Uzupełnianie płynów pozostało bez zmian.
    - I tak będziecie się pocić, a tylko stracicie formę przed kolejną edycją OLHPN - napisała na blogu Bogiego Żanet Kaleta, która znowu chciała mu wcisnąć jakiś krem do higieny intymnej kobiet. Nie wiemy czy doszło do transakcji, ale raczej doszło. Dżodżinho oczywiście zaprzecza, bo co ma teraz powiedzieć? Zresztą, my się w jego prywatne sprawy nie mieszamy.
    Wróćmy do sedna. O przygotowania do opoczyńskiej halówki zaczął się martwić także sztab szkoleniowy, jakby mało miał problemów z Zarządem... Pierwszy trener znacznie stracił na wadze, jego ulubioną lekturą stały się "Cierpienia starego Werthera". W końcu chłopina nie wytrzymał i poprosił Prezesa o L-4. Zwolnienia oczywiście nie dostał, jednak tym niecnym czynem niejako wymusił przywrócenie treningów na hali. Od początku października mieszkańcy dwóch najwyższych pięter z bloków nr 3 i 4 na osiedlu Bolesława Chrobrego znowu mogli podglądać spoconych Szacunkowców.
    - Tylko czy teamowi z Drzewicy wystarczy czasu na ustawienie wszystkich klocków - obawiała się Super Niania rozmawiając z Moniką Olejnik o najnowszym modelu puzzli dla dzieci. - Mają tylko półtora miesiąca. A i skład osobowy nie powala na kolana. Coś się w Szacunku przerzedziło.
    Niania miała rację. W oficjalnym zgłoszeniu do OLHPN widniało zaledwie dwanaście nazwisk, w tym dwóch zawodników w ogóle nie wiedziało, że zostało wpisanych. Na szczęście wszyscy pomyślnie przeszli skomplikowane badania lekarskie. O dziwo udało się nawet Bogiemu, który niby zdjął sweter a jednak miał na sobie sweter, i to oryginalny - z naturalnej sierści. Nie wiemy jak on to robi...
    - Najważniejsze, że tym razem nie ma ciśnienia na awans. Może więc zaatakujemy z tylnego siedzenia - rozmarzył się największy marzyciel F.T. - Kalol. Czy jego marzenia się spełnią? Na to pytanie odpowiedź zna tylko parkiet w "Żeromie". Klubowa wróżka już w Szacunku nie pracuje. Została zwolniona po tym, jak Pepper nie wygrał w STS-ie przez dwa lata.

I kolejka - 22 listopada 2009r.
g. 15.45 "Szacunek" Drzewica F.T. - 2 : 2 - Tebar Opoka
Bramki dla Szacunku:
Mario, Bogi
Skład Szacunku:
Kroolick, Kometa, J@ck, Kalol, Di Stefano, Pepper, Bogi, Mario
 
Relacja:
    - Wynik lepszy niż gra - dało się słyszeć w czarterowym odrzutowcu, którym wracali do Drzewicy piłkarze Szacunku. Rzeczywiście. Inauguracja nowego sezonu nie wypadła zbyt okazale. O ile pierwszą połowę można ocenić na 3+ bądź 4- (błękitno-czarni nawet prowadzili 2:0), to druga była już cieniutka jak zeszyt 16-kartkowy.
    Przede wszystkiem zabrakło pełnego składu - było tylko siedmiu chłopa z pola. Wiadomo, ciepły listopad to i na gospodarce roboty od groma. Poza tem szwankowała kondycja i pomyślunek taktyczny. Miast bronić korzystnego wyniku całą drużyną Szacunek pozwalał sobie na błędy w kryciu. W efekcie przeciwnicy doprowadzili do remisu.
    Mimo wszystko była szansa na trzy punkty. Gdyby tylko najbardziej gwiazdorski napastnik F.T. wykazał się choć 40-procentową skutecznością... Już nie chcemy się nad nim znęcać przypominając, że inne 40-procentowe strzały wchodzą mu bez problemu. No ale taki to już typ człowieka.
    - Jeden punkt po słabej grze może cieszyć, dlatego cieszcie się - powiedział tuż przed lądowaniem klubowy pilot. Na lotnisku wielkiej radości jednak nie było. Kilka kamer, błyski fleszy, kwiaty od najbardziej zagorzałych fanek... Nic wielkiego. Na prawdziwe świętowanie przyjdzie jeszcze czas. I to bardzo szybko. Dzień przed kolejnym meczem są przecież andrzejki. Fani znowu drżą o wynik.
 
II kolejka - 29 listopada 2009r.
g. 11.20 Atom Januszewice - 0 : 0 - "Szacunek" Drzewica F.T.
Bramki dla Szacunku:
 
Skład Szacunku:
Kroolick, Kometa, Cyc, Natka, Kalol, Di Stefano, Pepper, Bogi, Mario
 
Relacja:
    I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie... Cyfra zero prześladowała Szacunkowców w ciągu całego tygodnia poprzedzającego mecz z Atomic Kitten. Ta, już byście chcieli (!) - oczywiście, że z Atomem Januszewice.
    Zaczęło się w poniedziałek, kiedy to Maciuś ogłosił w TVN Warszawa, że pierwszy egzamin na studiach zdaje w zerówce. We wtorek wczesnym wieczorem zero wtargnęło na Orle Gniazdo. Padło 10 bramek, a zero w liczbie goli przypieczętował ogolony na zero Mario. Dzień później nawalił nie kto inny jak Bogi. Ni stad, ni zowąd włączył kultowy serial "07 zgłoś się!" (a co z "Plebanią"?).
    W czwartek standard. Po zakończeniu uzupełniania płynów każdy z chłopców miał zero złotych a nawet groszy w kieszeni. Z kolei w piątek reprezentacja F.T. przyłączyła się do ogólnopolskiej akcji "Cała Polska czyta dzieciom" i odwiedziła Przedszkole Samorządowe. Swoją drogą, niektórzy zawodnicy przeczytali jakiejkolwiek akapit jakiejkolwiek książki (łącznie z telefoniczną) pierwszy raz od czasów szkoły podstawowej. Niestety, spotkanie miało miejsce w najstarszej grupie wiekowej chili zerówce. Na domiar złego nie wyszły sobotnie wróżby andrzejkowe. Wosk w ogóle nie chciał się topić, ale może to dlatego, że wróżyliśmy w garażu, gdzie temperatura oscylowała wokół zera...
    Taki obrót sprawy wywarł ogromny wpływ na kruchą psychikę chłopców. Zerowe fatum ciążyło na nich jak ołów pod spławikiem. Już jadąc na mecz wiedzieli, że nie strzelą żadnego gola. I niestety nie mylili się. Znaczy mylili się, ino na parkiecie. Wszystkie stuprocentowe okazje - a było ich z pięć sztuk - zmarnowali w sposób książkowy.
    Na szczęście w bramce Szacunku doskonale spisywał się Kroolick - wyjątkowo mało płochliwy jak na Kroolicka. Wyciągał piły niczym sztukmistrz pewne zwierzątko z kapelusza. Dzięki niemu Błękitno-Czarni wywalczyli bezbramkowy remis. Trzeba przyznać, po ciężkim boju.
    Dwa punkty po dwóch meczach to wynik poniżej oczekiwań Zarządu, jednak pamiętajmy, co mawiał były premier RP: prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, a nie jak zaczynają.
 
III kolejka - 6 grudnia 2009r.
g. 12.30 "Szacunek" Drzewica F.T. - 4 : 1 - LUKS ZSR Mroczków
Bramki dla Szacunku:
Bogi 2, Natka, Bogoosh
Skład Szacunku:
Kroolick, Kometa, Cyc, J@ck, Natka, Kalol, Di Stefano, Pepper, Bogi, Mario, Bogoosh
 
Relacja:
    Po słabym starcie atmosfera w teamie zrobiła się gęsta jak naturalny sweter Bogiego. Kłótnia goniła kłótnię, pyskówka pyskówkę a Szanowny Pan Prezes gonił do WC, bo z "nerw" dostał rozwolnienia. Kiedy już się wypróżnił do cna i połknął kilo "wyngla" ("wyngiel" przewieźli pod koniec listopada) wezwał na dywanik członków Rady Drużyny i postawił im ultimatum.
    - Jeśli w meczu z LUKS-em nie zdobędziecie trzech punktów za karę pojedziecie do teatru do Radomia - zagroził.- Jak na razie gracie dramat, dlatego szykujcie się na dramat romantyczny pod wszystko mówiącym tytułem "Dziady"!
    Żaden z zawodników nie był przygotowany na tak traumatyczne doświadczenie. Już sama wizyta w teatrze mogła spowodować nieodwracalne zmiany w psychice a co dopiero oglądanie jakichś upiorów... Rada Drużyny nie miała innego wyjścia - musiała storpedować plany Prezesa. I jako, że w niedzielę przypadały mikołajki, napisała oficjalnego maila do św. Mikołaja z prośbą o sprezentowanie zwycięstwa. "Niko" odpisał: Jestem zarobiony a zresztą nie będę się podkładał... CBA już przesłuchało moje renifery.
    Ostatnia deska ratunku pękła niczym bańka mydlana i chłopcy nadal nie wiedzieli na czym stoją. Ale kiedy zauważyli, że w ogóle stoją, wpadli na doskonały pomysł i postanowili wziąć sprawy w swoje nogi. - Zabiegamy ich! Mało tego - będziemy gryźć parkiet, chociaż jest świeżo pastowany - zapowiadał buńczucznie Maciuś zwany Cycem.
    Oprócz pasty świeże były również stroje. Po raz pierwszy w swojej burzliwej historii Szacunek zagrał na biało. I to od stóp do głów, choć - nie ukrywajmy tego - spodenki mocno prześwitywały ukazując światu kolorowe slipy męskie.
    - Debiut w bieli plus ultimatum... Czy oni udźwigną taki ciężar? - bał się o chłopców klubowy psycholog. Na szczęście jego obawy okazały się płonne. Szacunek wrócił do sprawdzonego systemu gry pressingiem i bez problemu pokonał młodzież z Mroczkowa, Gościnnego w dodatku. Po pierwszej połowie prowadził 2:0, w drugiej kontrolował wydarzenia na parkiecie.
    Trzybramkowa wygrana cieszy ale niedosyt pozostał, bo jej rozmiary powinny być zdecydowanie większe. Niestety, niejaki Bogi vel Peenka strasznie chciał ustrzelić hattricka i zaczął się "napalać" a co za tym idzie pudłować... Nie będziemy mu wyliczać zmarnowanych sytuacji, bo nigdy tego nie robimy, ale największemu gwiazdorowi F.T. wypadałoby trafiać na pustą bramkę...
    Najważniejsze jednak, że są pierwsze trzy punkty, wyjazd do teatru został odwołany a chłopcy znowu mogą zasypiać bez środków nasennych i myśleć tylko o futbolu. Następne spotkanie zapowiada się ekscytująco, szczególnie dla kawalerów. W czwartej kolejce na Szacunek czeka tajemnicza Iza...
 
IV kolejka - 13 grudnia 2009r.
g. 13.05 "Szacunek" Drzewica F.T. - 4 : 2 - Ceramika IZA
Bramki dla Szacunku:
Mario, Bogoosh, Di Stefano, Kometa
Skład Szacunku:
Kroolick, Kometa, Cyc, Bogoosh, Kalol, Di Stefano, Pepper, Bogi, Mario,
 
Relacja:
    Na myśl o spotkaniu z tajemniczą Izą większość Szacunkowców postradała zmysły. Najbardziej "odleciał" - a jakże by inaczej - niejaki Bogi vel Peenka, który postanowił wyrwać Izunię, chociaż nigdy jej nie widział i nie miał pojęcia, czy jest jeszcze nastką. Ale imię Izabela dobrze mu się kojarzyło. Ciekawe z jakiego powodu...
    W celach matrymonialnych Bogi ubrał się na mecz jak do kościoła. Założył spodnie w kancik, białe adidasy z czterema paskami i czarną skórę modną w złotym okresie disco-polo. - Teraz Iza musi być moja - zapowiadał zazdrosnym kolegom.
    Jakież więc było jego rozczarowanie, kiedy wszedł do hali "Żeroma" i zobaczył drużynę z Opoczna na rozgrzewce. Miast Izy i gromadki jej koleżanek w składzie rywala znajdowały się same chłopy w sile co najmniej dwunastu chłopa...
    - I po com się tak stroił? Kanty prasowałem z pół godziny - marudził załamany. Innym też miny zrzedły, bo w scenariuszu była pomeczowa wymiana koszulek - pierwsza w historii F.T. - a później wspólna wizyta na wystawie gołębi pocztowych w pobliskim MDK-u. Te romantyczne plany wzięły w łeb, a chłopcom przyszło jedynie odrobić ligową lekcję na parkiecie.
    Lekcję - przyznajmy - dość pouczającą, ponieważ mocna liczebnie drużyna rywala nie posiadała w składzie typowego bramkarza. W klatce stał zawodnik w znaczniku, który mając dwa etaty - goalkeepera i sztopera - często robił przewagę w polu a jednocześnie zostawiał swoją świątynię pustą jak słoik po ogórkach.
    Dla Szacunku, który znany jest z zabójczych kontr, było to rozwiązanie w sam raz. Szybkie ataki po odbiorze piłki załatwiły sprawę i w przerwie Białe Orły z Drzewicy cieszyły się dwubramkowym prowadzeniem. Na początku drugiej połowy rywale strzelili co prawda kontaktowego gola, jednak dwa kolejne ukłucia F.T. ostudziły ich zapędy. Drugi gol Izy niewiele zmienił i do ostatniej syreny boiskowa sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.
    Pewne zwycięstwo poprawiło chłopcom humory i choć trochę osłodziło żal z powodu niedoszłej randki. Na szczęście kolejne zespoły, z którymi spotka się Szacunek, nie mają kobiecych imion w swoich nazwach, dlatego o spodniach w kancik nie powinno być już mowy. Chociaż Bogi niedawno wspominał, że był kiedyś u dziewczyny z miejscowości Sobawiny... A z kim gramy następny mecz?
 
V kolejka - 20 grudnia 2009r.
g. 13.40 "Szacunek" Drzewica F.T. - 3 : 2 - LZS Sobawiny
Bramki dla Szacunku:
Natka 2, Bogoosh
Skład Szacunku:
Kroolick, Kometa, Cyc, Natka, Kalol, Di Stefano, Pepper, Bogi, Mario, Bogoosh
 
Relacja:
    To było do przewidzenia. Kiedy o coraz lepszych wynikach Szacunku zaczęły trąbić najbardziej opiniotwórcze telewizje na świecie - od TVP 3 Rzeszów po Zone Romantica - PR-owcy konkurencji przystąpili do ataku. Chcąc zdyskredytować skromnych acz ambitnych chłopców z Drzewicy napisali na nich donos do Komisji Antydopingowej przy MKOl. Że niby piją ponadnormatywne ilości kawy i w czasie meczów wcale nie chce im się spać, nawet po całonocnych imprezach.
    Ta kofeinowa afera została oczywiście wyssana z małego palca, ale Komisja Antydopingowa dała się wpuścić w maliny i wysłała do Polski swoich agentów. Tajniacy zasadzili się na Szacunek po hali, kiedy trwała tradycyjna regeneracja sił w przybytku na os. Mieszka I. Skubańce czytali naszą stronę, bo niby skąd mogli wiedzieć, że akurat w czwartkowy wieczór chłopcy nie mają problemów z oddawaniem moczu?
    Osłupiali Szacunkowcy bez słowa sprzeciwu wyszli na zaplecze, wśród pieczywa i wędzonych ryb wypełnili szklane naczynia, po czym w milczącym szoku rozeszli się do domów. - Widocznie mają coś na sumieniu - zagadnął sprzedawcę wszędobylski mieszkaniec osiedla, niejaki Rumaku, który "przypadkowo" znalazł się w miejscu badania. A jak już widział co jest grane, to plotkę o "szprycowaniu się" Szacunku rozpuścił na cały świat.
    I dopiero wtedy się zaczęło. Tysiące telefonów, dziennikarskie hieny koczujące pod domami mimo siarczystego mrozu, spadek wartości akcji F.T. na giełdzie w Seulu... Nic dziwnego, że dwa dni poprzedzające mecz z Sobawinami były dla członków teamu koszmarem.
    Horror zakończył się dopiero w niedzielę rano, kiedy MKOl ogłosił wyniki badań. Kontrola nie potwierdziła stosowania niedozwolonych środków dopingujących przez zawodników F.T. Chłopcy byli czyści jak łza, no może poza jednym, któremu wyszło, że ma popularną chorobę weneryczną. Zasłaniając się tajemnicą lekarską nie powiemy o kogo chodzi, ale i tak każdy się domyśla.
    Zrehabilitowana drużyna mogła przystąpić do meczu w pełnym składzie, dzięki czemu jej notowania w STS-ie od razu poszły w górę. Tuż przed pierwszym gwizdkiem stawka za zwycięstwo F.T. wynosiła 2,10 zł, za wygraną Sobawin 2,25 zł a za remis tylko 2,80 zł. Kibice wiedzieli, że poprzednie konfrontacje tych drużyn kończyły się podziałem punktów, dlatego większość stawiała X.
    I większość "umoczyła", ponieważ pierwszy raz w historii Szacunek pokonał Sobawiny. Co ciekawe, w drużynie rywala wystąpił wychowanek F.T. - niejaki Trzebin. Gwoli ścisłości dodajmy, że wbrew swojej nazwie nie pochodzi on z Trzebiny a ze Świerczyny. Po prostu kilka lat temu zaszła kardynalna pomyłka w papierach i tak już zostało.
    Wracając do hali "Żeroma"... Szacunkowcy wyszli na prowadzenie w połowie pierwszej połowy i grając uważnie w tyłach dowieźli korzystny wynik do przerwy. Kiedy w drugiej odsłonie podwyższyli na 2:0 wydawało się, że jest po meczu. Nic z tych rzeczy. Kometa odleciała na dwie minuty kary, rywale zdobyli kontaktowego gola i zrobiło się nerwowo. Na szczęście Białe Orły z Drzewicy - już w komplecie - podwyższyły na 3:1, natomiast zawodnicy Sobawin pokonali Kroolicka jeszcze tylko jeden raz.
    Po zakończeniu spotkania nikt nie krył łez wzruszenia. Peenka rzucił się w ramiona pewnej blondyny, a nasz bramkarz, który dzień wcześniej niespodziewanie pomylił noc z dniem, już bez pomyłki odtańczył słynny "Kroolick Dance". Czyżby w święta planował ruszyć na zabawę do Sobawin?
 
VI kolejka - 27 grudnia 2009r.
g. 11.20 "Szacunek" Drzewica F.T. - 1 : 2 - Hol-Trans Sławno
Bramki dla Szacunku:
Natka
Skład Szacunku:
Kroolick, Kometa, Cyc, Natka, J@ck, Kalol, Di Stefano, Pepper, Mario, Bogoosh
 
Relacja:
    Mało brakowało a Szacunek znowu rozkręciłby zadymę. Poszło o cokolwiek beznadziejny termin szóstej kolejki spotkań. - Kto to widział, żeby grać dzień po Bożym Narodzeniu? Przecie żaden z naszych chłopców nie będzie zdatny do biegania. Jak zasiądą do stołu w wigilię to podniosą się dopiero po trzech dniach, bo zjeść - i nie tylko - potrafią - ostrzegał Pana Prezesa klubowy dietetyk Alfred Golonka. - Zrób Pan coś, żeby nie było obciachu.
    Niewiele myśląc Prezesina złapał za telefon i wystukał numer do organizatorów OLHPN. Miał zamiar nieźle im nawtykać a później zagrozić bojkotem. Niestety, nie dodzwonił się. Nikt mu nie powiedział, że już nie wybieramy zera... W efekcie terminarz ani drgnął.
    - I co tera - dopytywał roztrzęsiony Golonka, któremu przed oczami stanęły pochłaniane przez zawodników stosy pierogów, karpi w galarecie i ryb po grecku, wazy pełne barszczu z uszkami, bigosu lub flaków (a fe...) , sałatki z majonezem a na dokładkę kaloryczne ciasta. - A nic tera - odpowiedział Boss. - Mam nowego pomysła. Jak wypali, to zawodnicy zjedzą w święta jedynie kompot z suszu i po dwóch rolmopsów.
    - Jakich psów? Chińską w Opocznie zamknęli z pięć lat temu - Golonka był namolny niczym akwizytor. Tym razem odpowiedzi nie dostał. Prezes złapał się tylko za głowę i kazał mu natychmiast zmykać z gabinetu.
    Jakież było zdziwienie Błękitno-Czarnych tudzież Biało-Białych kiedy w wigilię rano odebrali korespondencję z biura F.T. W kopertach znajdowały się wezwania na oficjalne ważenie przed meczem ze Sławnem. Termin: sobota, godz. 20.00. Miejsce: sala galowa hotelu nad stawem. Uwagi: za każdy kilogram nadwagi 1000 zł kary! Wtedy stało się jasne, że ze świątecznego obżarstwa nici. Chłopcy płakali, Prezesina triumfował - znowu miał drużynę w garści.
    Sobotnia uroczystość została zorganizowana z rozmachem typowym dla największych gal bokserskich w USA. Z ośrodka zdrowia ściągnięto kilkudziesięcioletnią wagę, sproszono media z całej Polski oraz znamienitych gości - byłego trenera Andrzeja Gołoty Lou Duvę, Sama Colonnę, Ziggiego Rozalsky`ego a nawet Dona Kinga. Co najważniejsze, stawili się prawie wszyscy zawodnicy. Zabrakło tylko jednego, który wybrał obżarstwo i potańcówy. W efekcie sam wypisał się z meczowej kadry. Nie wyjawimy o kogo chodzi, bo ów jegomość znowu nie chce, żeby o nim pisano, ale i tak każdy się domyśla...
    Inni przeszli ważenie bez problemu (zdaniem "życzliwych" waga oszukiwała o 2 kg) i mogli zagrać z Hol-Transem - przeciwnikiem, który Szacunkowi nigdy nie leżał. - Coś czuję, że rywale przez święta nieźle pojedli i poleżeli, dlatego tym razem będą nam leżeć. Moje chłopaki są wygłodniałe, nie tylko gry, więc będą hasać jak sarenki - prorokował Alfred Golonka. - Chyba jak syrenki 105 na pustym baku. Mogą mieć znaczne braki energetyczne - zauważył przytomnie w swoim programie kulinarnym Robert Makłowicz.
    Niestety, racja była po stronie Makłowicza. Okazało się, iż post w święta to fatalny pomysł. Wyposzczony zespół zagrał słabiutkie zawody i zszedł z parkietu pokonany. Pierwsza połowa nie była jeszcze taka zła. Drużyna przetrwała nawet dwie minuty kary dla Kroolicka (zastępujący go Di Stefano - chwalić Pana - nie dał się zaskoczyć), później wyszła na prowadzenie i miała sytuację pod kontrolą.
    W drugiej odsłonie nastąpiło nieszczęście. Hol-Trans, który nie prezentował jakiejś bajecznej gry ale robił użytek z łokci, zdominował fizycznie Szacunkowców i ku uciesze gawiedzi wypełniającej trybuny zdobył dwie bramki, w tym jedną samobójczą. Na doprowadzenie do remisu Białym Orłom zabrakło pomysłu, sił i determinacji.
    Porażka w ważnym meczu została przyjęta w Drzewicy z wielkim smutkiem. Choinki na osiedlach pogasły, z fontanny w parku spuszczono wodę a część imprez sylwestrowych została odwołana. Nastroje mogła poprawić tylko wygrana w kolejnym spotkaniu.
 
VII kolejka - 3 stycznia 2010r.
g. 12.30 LKS Czart Mroczków - 2 : 4 - "Szacunek" Drzewica F.T.
Bramki dla Szacunku:
Kalol, Kometa, Kometa, Kalol
Skład Szacunku:
Di Stefano, Kometa, Cyc, Natka, Kalol, Pepper, Bogi, Mario
 
Relacja:
    Opłakane skutki operacji pod kryptonimem "Post w święta" mocno nadszarpnęły reputację Szanownego Pana Prezesa. Na walnym zjeździe sprawozdawczym Prezesina wił się jak piskorz żeby tylko otrzymać absolutorium. - Ja żem tego nie wymyślił. To sprawka Golonki Alfreda - skłamał niczym wytrawny aktor grający w dość popularnym serialu "N jak Nienawiść".
    Nikt przy zdrowych zmysłach w te bajeczki nie uwierzył. Niestety, okazało się, że przy zdrowych zmysłach nie jest sam Golonka Alfred. Chłopina wstał i ze łzami w oczach przyznał się do winy. Sala zawrzała, ze strony opozycji padły głosy o skorumpowaniu dietetyka, ale z braku dowodów na tym się skończyło. Boss nie został wywieziony na taczce (wielka szkoda...) i ostatecznie uzyskał absolutorium minimalną liczbą głosów. A Golonka będzie miał teraz sporo czasu na przemyślenia. Zarząd wysłał go na trzymiesięczny urlop, oczywiście bezpłatny.
    Najważniejsze jednak, że pod naciskiem UEFA delegaci przyjęli uchwałę znoszącą post w okresie świąteczno-noworocznym. Uczestniczący w obradach szef europejskiej piłki Michel Platini podkreślił, że głodny Szanunkowiec to zły Szacunkowiec i w Sylwestra drużyna powinna nadrobić zaległości - pojeść do syta i w miarę możliwości popić. - Mesdames et Messieurs - zwrócił się do zawodników. - Ja zaphaszac de l`équipe F.T. pod Wieża Eiffela. Tam dużo żahcie, a la crevettes, ślimaką, et la thunek dla Szacunek - vin Bordeaux, liqueur Skłodowska-Curie, vodka Polonaise et Chopin.
    Chłopcy nie mogli uwierzyć w swoje szczęście. Sylwestra w Paryżu spędzali ostatnio we śnie, a teraz nadarzała się okazja poszaleć z żoną Sarkozy`ego, i to na koszt UEFA. Specjalnie po autografy niejakiego Peenki chciał przyjechać z Auxerre "najszybciejszy" polski piłkarz Irek Jeleń.
    Niestety, te atrakcyjne plany zepsuła pogoda. Śnieżyce sparaliżowały ruch na drzewickim lotnisku, drzwi do busa F.T. zamarzły a klubowe konie - wykorzystując sytuację - zastrajkowały żądając usunięcia z ich menu suchego chleba i Pedigree Pal. - Wypchajcie się sianem, tak daleko to nie jadziem - orzekł rzecznik prasowy Związku Zawodowego Koni F.T. (w skrócie ZZK F.T.) - Nawet do Warszawy was nie pociągniem. InterContinental wybijcie se z głowy.
    I tym oto sposobem większość drużyny spędziła Sylwestra na domówkach w Drzewicy. Główna uroczystość odbyła się u Maria gromadząc m.in. kilka najbardziej zagorzałych fanek Szacunku. Przy pełnej kulturze chłopcy wypili po lampce dobrego francuskiego szampana Dom Pérignon i zjedli po trzydziestu pierogów na głowę. - W meczu z Czartem sił im nie zabraknie - tryskał optymizmem Makłowicz. - A i nie trzeba będzie ściągać egzorcysty, bo w farszu przemyciłem kilkanaście główek czosnku.
    Święta prawda, tyle, że Makłowicz nie wziął pod uwagę jednego. Niektórzy zawodnicy lekko przesadzili z jedzeniem (żeby nie było, że z piciem!), o bieganiu mogli jedynie pomarzyć i w efekcie zostali w klubowym hotelu. Do konfrontacji z Czartem przystąpiło ledwie siedmiu chłopa z pola plus Di Stefano, który zastąpił w bramce ciągle witającego Nowy Rok Kroolicka.
    Na domiar złego okazało się, że Diabły z Mroczkowa są uodpornione na czosnek. Biało-biali zionęli farszem a rywale jak gdyby nigdy nic - nie dość, że nie pouciekali, to jeszcze zaczęli straszyć. W pierwszej połowie nawet wyszli na prowadzenie, po czym diabelsko opętali swoją bramkę. Szacunek robił co mógł - klepał, atakował, strzelał. Nic z tego - piłka mijała wrota bądź odbijała się od słupków. Było gorąco jak w piekle, na szczęście jakimś cudem przed przerwą padło wyrównanie. - Dobro zawsze zwycięży - oceniły siedzące na trybunach trzy młode panie, które akurat wracały z kościoła.
    Opoczyńskie fanki F.T. (jakaś nowość...) miały rację. Druga połowa to jeszcze większa przewaga Szacunku i ...jeszcze więcej zmarnowanych setek a nawet dwusetek. No ale z kilkunastu sytuacji wypadało wykorzystać choć połowę, nawet mniejszą. Chłopcy wykorzystali trzy. To wystarczyło, bo Czart uzyskał zaledwie jednego gola. Co ciekawe, po zdobyciu bramki ich zawodnik rozpoczął grę od środka. Może myślał, że strzelił samobója? Bardzo prawdopodobne. W szatni przyznał się, że do rana balował w Bingoo.
    Diabelsko ciężka wygrana z Czartem i korzystne wyniki innych spotkań pozwoliły Szacunkowi powrócić na drugie miejsce w tabeli. Teraz przed drużyną mecz o wszystko z Marantą Opoczno - innym kandydatem do awansu. Sztab szkoleniowy F.T. zapowiada, że tym razem Szacunkowców będzie jak mrówków, a jedna z mrówek - choć może to dziwnie zabrzmi - ma się nazywać Kroolick.
 
VIII kolejka - 10 stycznia 2010r.
g. 13.40 Maranta Sport Expo - 3 : 2 - "Szacunek" Drzewica F.T.
Bramki dla Szacunku:
Kometa (k.), J@ck
Skład Szacunku:
Kroolick, Cyc, J@ck, Kometa, Natka, Kalol, Di Stefano, Pepper, Bogi, Mario, Bogoosh
 
Relacja:
    Ze względu na ogromne zainteresowanie towarzyszące konfrontacji Szacunku z Maratną organizatorzy OLHPN postanowili przenieść mecz do katowickiego Spodka. Zadowolony zarząd F.T. już zacierał ręce (miał obiecane 30% zysku z biletów, kasetę z występem zespołu "Śląsk" oraz michę klusków śląskich na głowę) kiedy okazało się, iż Spodek najnormalniej w świecie odleciał.
    Na miejsce zostali wezwani agenci Mulder i Scully oraz drzewicki badacz zjawisk paranormalnych, niejaki Qdłaty, który lubi również pogrzebać we wnętrznościach komputerów. Niestety, fachowcy od UFO spisali się fatalnie. Zagadki nie rozwiązali i nie sprowadzili Spodka z powrotem na Ziemię. W protokole pokontrolnym nabazgrali, że wszystkiemu winien David Copperfield. Tak to każdy mógł napisać!
    - Ale żem się wnerwił, z darmowych klusków nici - wykrztusił Szanowny Pan Prezes. Niepocieszony spuścił nos na Kwintę (tego z "Vabanku"), podkręcił sumiastego wąsa i nalał sobie pełną szklanicę kompotu z rabarbaru, którą postawił na szklanym - jakże by inaczej - spodku. Wpatrywał się weń z rozrzewnieniem pół godziny aż w końcu zasnął. Śniło mu się, że Szacunek walczy na całego, jest lepszy od Maranty a mimo to jakieś nadprzyrodzone siły nie pozwalają mu wygrać. Co więcej, na cześć drużyny z Opoczna na trybunach wiwatują Marsjanie.
    Chłopina mamrotał coś przez sen, wiercił się na krześle aż w końcu przebudził. Był zlany potem i oblany kompotem. Szklanka leżała na stole a spodek na podłodze roztrzaskany w drobny mak. - Szkurnia - przestraszył się nie na żarty. - Czyżbym miał proroczy sen?
    Niestety dla drużyny, koszmar Prezesiny ziścił się na jawie, choć pierwsza połowa wcale tego nie zapowiadała. Silny liczebnie Szacunek (dziesięć dni po Sylwestrze już wszyscy doszli do siebie) miał lekką przewagę optyczną i nie pozwalał Marancie na zbyt wiele. Gra może nie była olśniewająca ale wystarczyła na uzyskanie prowadzenia z rzutu karnego. - Teraz zastosujemy typowe catenaccio - instruował w przerwie pierwszy trener. - Stare wygi z Maranty jak sama nazwa wskazuje są już stare, dlatego siądą kondycyjnie.
    Plany na drugą połowę były więcej niż prawidłowe i zostałyby zrealizowane w stu procentach gdyby nie pewien jegomość pełniący funkcję arbitra. To, co wyprawiał główny, śmiało można nazwać szopką, wcale nie noworoczną. Wydrukował karnego przeciwko Szacunkowi i Maranta wyrównała. Wydrukował rzut rożny przeciwko Szacunkowi i Maranta wyszła na prowadzenie.
    Nie dziwi więc, że chłopcy niemal explodowali i już do końca meczu nie zdołali się uspokoić. A szkoda, bo mogli zdobyć nawet trzy punkty. Mimo podciętych skrzydeł doprowadzili do remisu i przez ostatnie kilka minut grali z przewagą jednego zawodnika. Za notoryczne opóźnianie gry z boiska wyleciał najbardziej znany piłkarz Maranty.
    Niebywale nerwowa końcówka nie ułożyła się jednak po myśli Szacunku. Zabrakło zimnych głów a co za tym idzie pomyślunku. Zamiast strzelić zwycięskiego gola drzewiczanie bramkę stracili. Na domiar złego w składzie rywala znajdował się aktor filmów klasy B. Żeby zyskać na czasie ów artysta - słusznego zresztą wieku - padł na parkiet niczym rażony piorunem i udawał nieżywego przez półtorej minuty. Swoje zrobił, bo niedługo potem sędzia stolikowy zagwizdał po raz ostatni. W tym momencie wyjątkowo "przyjazna" Szacunkowi publika aż zawyła z radości.
    Przegrana w meczu o wszystko ostatecznie pogrzebała szanse na awans, a jej kulisy nakazały Zarządowi przemyśleć sens dalszego uczestnictwa w OLHPN. Ostateczną decyzję w tej sprawie ogłosi sobotni Teleexpress.
 
IX kolejka - 17 stycznia 2010r.
g. 13.40 Unia Wygnanów - 3 : 5 - "Szacunek" Drzewica F.T.
Bramki dla Szacunku:
Bogi - 2 i 1/2 bramki, Mario, Di Stefano, 1/2 bramki - nie wiadomo kto
Skład Szacunku:
Kroolick, Cyc, Kalol, Di Stefano, Bogi, Mario, Bogoosh
 
Relacja:
    Tzw. sprawa opoczyńska podzieliła Zarząd F.T. na dwa wrogie obozy. Jeden mówił "grać!", drugi "nie grać!" a oba nawzajem zaczęły się zwalczać. Szacunkowa wojna domowa wisiała w powietrzu, dlatego Szanowny Pan Prezes, który najwidoczniej bał się rozłamu w teamie i nowych wyborów, zwołał nadzwyczajne posiedzenie Zarządu.
    Co ciekawe, na zebranie przyszedł w kostiumie Hamleta. - Grać albo nie grać - oto jest pytanie - wyrecytował trzymając w ręku plastikową czaszkę pożyczoną od zaprzyjaźnionej nauczycielki biologii. Zaraz potem zarządził głosowanie nad przystąpieniem do spotkania z Unią. Metodą jak najbardziej jawną. Chyba nie spodziewał się, że wyniki będą tak zaskakujące.
    Za udziałem w meczu głosowało pięciu członków Zarządu. Tylu samo było przeciw. Nikt nie wstrzymał się od głosu. W efekcie powstał pat podobny do tego z komisji śledczej ws. afery hazardowej.
    Wynajęty prawnik załamywał ręce, Prezesina już widział, jak żegna się ze stanowiskiem, kiedy do ofensywy przystąpił znienacka klubowy skarbnik. - Jeżeli drużyna nie zagra, z kaucji "zabierą" nam 50 złotych polskich, słownie "pińdziesiąt". Chyba wiadomo kto odda te "piniondze" - nie pozostawił wątpliwości piątce buntowników.
    Zwolennicy bojkotu z miejsca złapali się za puste kieszenie, pobledli, powzdychali i spuścili głowy. Żaden z nich nie wyłożyłby na klub zeta, a co dopiero po 10 zeta. - Mamy was - krzyknął uradowany liczykrupa.
    Wynik ponownego głosowania można było obstawiać w ciemno. Za wyjazdem do Opoczna opowiedzieli się wszyscy członkowie Zarządu, co zostało przyjęte z ogromną radością w całej Unii Europejskiej. Zaraz po tym, jak Maciej Orłoś przeczytał w Teleexpressie, że Szacunek zagra z Unią, choćby z Wygnanowa, do Szanownego Pana Prezesa zadzwonił z gratulacjami sam szef Parlamentu Europejskiego (od teraz dla Prezia Juras).
    Ostatni mecz ligowy nie miał już żadnego ciężaru gatunkowego, dlatego sztab szkoleniowy dał drużynie wolną rękę. - Niech jedzie, kto chce. A że niedawno był 18. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to na parkiecie róbta, co chceta - ogłosił pierwszy trener.
    Pojechało siedmiu licząc z bramkarzem. Chłopcy zagrali o pietruszkę na pełnym luzie, bez nadciśnienia tętniczego i "nerw". Wreszcie mogli się pokiwać, "poszczelać" - innymi słowy zaprezentować radosny futbol. Wyszło im to całkiem nieźle, a taki Peenka uzyskał nawet dwie i pół bramki. Do upragnionego hattricka znowu czegoś zabrakło. A może kogoś na trybunach...
    Wygrana z Unią pozwoliła Szacunkowi zakończyć ligową młóckę z podniesionym czołem i zająć czwarte miejsce w tabeli, identyczne jak w poprzedniej edycji OLHPN. Wielkich powodów do zadowolenia jednak nie było, bo dalekosiężny plan nakreślony przez Zarząd nie został zrealizowany. Zamiast progresji nastąpiła stagnacja.
    Z braku sukcesu cieszył się tylko skarbnik F.T., który nie musiał wypłacać premii za awans, dzięki czemu zaoszczędził setki tysięcy Euro. "Piniendzy" nie schował jednak do dziurawej skarpety, jak to ma w zwyczaju, ale wpłacił je na całkiem niezłą lokatę. - Późną jesienią wypłacimy odsetki i skorumpujemy sędziego. Wtedy Szacunek na pewno zajmie wyższą lokatę - obiecał zawodnikom. Trzymamy za słowo!