editor-in-chief: pepper

admin: JP

 
       
 
IP: ec2-54-166-203-17.compute-1.amazonaws.com wejść: 173275 od 23 kwietnia 2007r.
 
   
 

    Przed kolejnym sezonem OLHPN więcej było znaków zapytania niż kropek nad "i" Co najgorsze, motywacja zawodnicza oscylowała blisko zera, a w bardziej zaawansowanych przypadkach wręcz pikowała na minusie. I nie ma się co dziwić. Trzy lata w trzeciej lidze to końska dawka nawet dla Trzeciaka, Mirosława oczywiście.
    Kiedy na wspomnienie o halówce chłopcy zaczęli zwieszać nosy na kwintę i lekko popłakiwać, klubowy psycholog zawezwał na pomoc Szanownego Pana Prezesa. - Panie, zrób Pan coś, bo jeszcze do czwarty ligi pospadajo i będzie wstyd. Ja już tu nic nie poradzę - oznajmił łamiącym się głosem, jednocześnie załamując ręce.
    Pierwszy najpierw się wnerwił i wywalił na bruk psychologa, a później podkręcił sumiastego wąsa, co zawsze jest dobrą oznaką. - Ileż można kiblować w jedny lidze? Grajo, grajo i nie awansujo. Znowu muszę wyjoć mój słynny pożółkły neseser - tak jak w roku 2008 - powiedział pod wąsem.
    O tym, że zakulisowe gierki są domeną Pana Prezesa, nikogo przekonywać nie musimy. Fakty mówią same za siebie. Nawet niechętne Szacunkowi media piszą, że jest szarą eminencją, która przy zielonym stoiku działa w białych rękawiczkach.
    Gabinetowe zabiegi Pierwszego znowu przyniosły skutek. Kiedy na wielkiej gali z udziałem Kół Gospodyń Wiejskich ogłaszano składy poszczególnych lig, doszło do mega-sensacji. Chaba Szacunek Drzewica znalazł się w drugiej lidze! Większość obserwatorów wpadła w popłoch. Jedynym, który ogarniał temat, był Prezes F.T. (Arthoor miał wtedy zajęcia developerskie).
    Jak można było przypuszczać, nie zabrakło prześmiewców. - Gdzie się pchają? Przeca zaliczą spadek z drugoligowego konia - kpił zatrudniony na Służewcu spiker. - Druga liga to dla Szacunku Alpy, nie mówiąc już o Himalajach - oceniali komentatorzy narciarstwa zjazdowego w Eurosporcie. - Są skazani na pożarcie - dodawał kucharz z jadłodajni "Zapchaj się". O dziwo, cicho siedzieli experci piłkarscy. Chyba coś przeczuwali...
    Medialny departament F.T. notował całą "jechankę" i na ostatniej odprawie przed ligą wszystko wyśpiewał. Dzięki temu wjechał zawodnikom na ambicję, a przecież o lepszą motywację nie sposób.
    Drugim pozytywem była inna hala. To właśnie na parkiecie "Trójki" Szacunek pląsał niczym Maserak w Pucharze Ligi AD 2011. W niepamięć poszła nawet głośna scysja między Maciusiem zwanym Cycem a drewnianymi trybunami.
    Trzecim plusem dodatnim okazała się znikoma presja. - Wpierw trza się utrzymać, a później zobaczymy, czy sprzedawać czy kupować - nie owijał w bawełnę Pepper - tymczasowy coach F.T, który w czasie rehabilitacji nadzorowanej przez wychowanka Szacunku Tikena zluzował na ławie Slavia, odbywającego staże w klubach stolicy.
    Chłopcy nie byli stawiani w roli faworytów, dlatego przystąpili do rozgrywek na pełnym luzie, bez ciśnienia, ale za to z perfekcyjną taktyką, chili "murujemy i jedziemy z kontrą". Ta wyszukana i obmyślana długimi wieczorami strategia sprawdziła się w stu procentach.
    Początek ligi był jeszcze trochę niewyraźny. Chłopcy czuli lekką bojaźń beniaminka, poza tem musieli przywyknąć do kopania piłki w niedzielne poranki, co po długich, sobotnich wieczorach nie jest czynnością najprzyjemniejszą. Zanim zdążyli się wdrożyć, stracili cztery punkty, remisując z Prywaciarzami oraz Santerem (późniejszym mistrzem). Po dwóch pierwszych meczach okupowali niezbyt chwalebne ósme miejsce.
    Na szczęście w trzecim spotkaniu kryzys został przełamany. Szacunek pokonał, nie bez problemów, LUKS Mroczków, czym zrobił mikołajkowy prezent kilkunastu fanom rozsianym po całej Drzewicy. Od tego momentu rozpoczął marsz w górę tabeli.
    Po drugiej wygranej, niezwykle ważnej i prestiżowej, bo z kolegami Felippka Massy, był już na trzeciej pozycji. Kwaśną minę miał jeno Kroolick, któremu Strażacy wpakowali aż cztery bramy. Dobrze, że koledzy z pola uratowali mu skórę, wbijając "Pożarnym" sześć goli. W kuluarach zaczęło się wtedy mówić o biało-fioletowej sile z Drzewicy (to od nowych strojów).
    Później przyszedł zimny prysznic, chili remis z młodymi WOY-ami. O tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć, co wcale nie będzie takie trudne, biorąc pod uwagę psychofizyczną dyspozycję całej drużyny - wyjątkowo nieciekawą . Chłopcy byli bladzi jak ściana i puchali jak karpiki. Co było prawdziwym powodem osłabienia, nie wiemy. Oficjalny komunikat F.T. głosi, że zatrucie pokarmowe. I tego się trzymajmy.
    Ponaddwutygodniowa przerwa w rozgrywkach okazała się dla Szacunku zbawienna. W okresie świąteczno-noworocznym drużyna pojadła do syta, głownie pierogów, i od razu stanęła na nogi. - Nie ma jak pierogi - powiedział Bogi. Pierogi pierogami, ale najważniejsze, że kaloryczna bomba zamieniła się w sportową, dzięki czemu na horyzoncie zaświtała szansa awansu.
    W Trzech Króli Szacunek rozbił Sobawiny, odnosząc swoje najwyższe ligowe zwycięstwo. Na bramce stał tylko jeden Kroolick, ale i tak był bezrobotny. Później marudził, że niepotrzebnie odrywano go od stołu.
    Mecz Skaut Atom kontra Chaba Szacunek został okrzyknięty konfrontacją skautów piwnych ze skrzynkarzami piwnymi. Mimo dwubramkowego prowadzenia nasi chłopcy nie dowieźli trzech punktów do ostatniego gwizdka. Zakończyło się ciężko wywalczonym remisem.
    Po tej kolejce Szacunek nadal był w czubie, tabeli oczywiście, ale już nie wszystko zależało od niego. Żeby awansować, musiał wygrać dwa ostatnie mecze i liczyć na korzystne wyniki innych spotkań.
    Następny przeciwnik - Nauczyciele - zdopingował zawodników do jeszcze bardziej wytężonej nauki po nocach. Cztery wieczorne odprawy taktyczne przyniosły oczekiwany skutek i po bardzo wyrównanym spotkaniu belfrzy dostali nauczkę, minimalną ale zawsze.
    I wreszcie mecz o wszystko, w którym na drodze stanęła ekipa Hol-Transu, wyjątkowo pechowa dla naszych. Jak wyliczył Tygodnik Kibica, w konfrontacji ze Sławnem Szacunek odniósł 0 (słownie zero) zwycięstw. Na szczęście każda passa, nawet ta najgorsza, kiedyś się kończy. To "kiedyś" nastąpiło w najbardziej odpowiednim momencie. Drużyna zagrała dobre zawody, wprowadziła Hol w Trans i mimo tradycyjnej nerwówki w drugiej połowie wydarła upragnione trzy punkty.
    A później zasiadła na trybunach i trzymała kciuki za Santera, który w meczu o mistrza drugiej ligi grał ze Strażakiem. Santerowi wystarczał remis, jednak presja wywierana z trybun przez Szacunkowców nie pozwoliła na szachy. Lider zagrał swoje i odniósł pewne zwycięstwo. Dzięki temu na drugie, premiowane awansem miejsce wskoczyła nasza skromna drużyna, która uzyskała tyle samo punktów co Strażak, ale w bezpośrednim pojedynku była lepsza.
    Szacunek wywalczył historyczny awans i jako pierwszy zespół z gminy Drzewica będzie występował w najwyższej lidze OLHPN. O radości, jaka zapanowała w teamie, pisać nie będziemy, bo i tak za bardzo się upisaliśmy. O gratulacjach od różnej maści VIP-ów również. Możemy tylko zdradzić, iż w najbliższym okienku transferowym Zarząd F.T. szykuje expansję na Wschód. Chce tam opylić szczupłego napastnika i pozyskać ze dwóch, trzech skośnookich drągali, którzy zamurują bramkę w pierwszej lidze.