editor-in-chief: pepper

admin: JP

 
       
 
IP: ec2-44-222-189-51.compute-1.amazonaws.com wejść: 269898 od 23 kwietnia 2007r.
 
   
 

Szacunek F.T. vs. Domaszno
BŁĘKITNI BOHATEROWIE
24 czerwca 2007r. - Błonie Stadium w Drzewicy

Kiedy po dwóch tygodniach przerwy zawodnicy F.T. stawili się na badaniach wydolnościowych, klubowy fizjolog aż złapał się za głowę. Chłopcy wyglądali jakby spędzili całe czternaście dni u cioci na imieninach, gdzie główną atrakcją był grill. Nieogoleni, sylwetki zaokrąglone, oczy rozmarzone, ciuchy luźne.
- Trochę wam popuścić i od razu zapominacie coście podpisali! Jaki jest pierwszy paragraf w kontrakcie? Nie łączyć kiełbasy z kaszanką i karkówką! A wy co? Wszystko na raz! Oj posypią się kary - fizjolog omal nie wyszedł z siebie. - Kurde blaszka, a gdzie macie klubowe garnitury? Dobrze, że nie widzi tego Pan Prezes. A teraz wciągać brzuchy i do golenia!
Drużyna w rozprężeniu a do meczu z Domasznem raptem tydzień. Czy zawodnicy odbudują swoje morale? Czy zjedzona wędlina nie odbije się czkawką na postawie zespołu? Czy pęta kiełbasy i kaszanki nie spętają nóg Bogiemu? Odpowiedzi na te merytoryczne pytania miały nadejść dopiero w niedzielę, zaraz po wigilii św. Jana.
Klika dni wcześniej do Drzewicy dotarła tajemnicza przesyłka nadana z terenu Górnego Śląska. - Co u licha? - zaklął Pan Prezes. - Zaproszenie na Barbórkę? O pół roku za wcześnie. Czyżby "Naprzód" Rydułtowy pragnął szparingu? Też nie. A może Jurek Dudek przypomina o swoim istnieniu? Nie może być, przecież dzwoni co trzy dni, niestety na nasz koszt.
Po otwarciu pudła okazało się, że w środku leżakuje komplet strojów piłkarskich, które na zlecenie Zarządu F.T. wykonała firma "Regio" z Rybnika. Do tektury przypięty był list z dedykacją składającą z zaledwie jednego, ale jakże wymownego zdania: "Szlachectwo członków "Szacunku" najlepiej odda kolor błękitny..."
Kiedy piłkarze ujrzeli swoje trykoty oraz eleganckie krótkie spodenki z lampasami, zapiali z zachwytu. Zaraz potem każdy pobiegł w podskokach pochwalić się sprzętem mamusi i tatusiowi, ewentualnie żonie, dzieciom, bliskiej koleżance czy też najnormalniej w świecie przypadkowo napotkanym przechodniom. Jest nas prawie dwudziestu trzech - W każdym z nas błękitna krew - I jeden przyświeca nam cel - O trykoty dbać, acz rzadko prać - By napisy się nie sprały i dziewczęta zachwycały - taka trawestacja "Autobiografii" Perfektu stała się z marszu mottem wszystkich członków drużyny.
A że szlachectwo zobowiązuje, chłopcy zakasali rękawy, w ciągu tygodnia wypocili co swoje i znowu stali się groźni i ekstrawaganccy. Przeciwnik nie mógł przecież dostać taryfy ulgowej. Nawet ze względu na osobę ostatniego sztopera Gapsona, który - jak się okazało dopiero niedawno - został wytransferowany z Domaszna do "Szacunku" za niezbyt wygórowaną cenę dwóch kwintali pszenżyta.
W związku z nadchodzącym meczem, ostatnim sztoperem Gapsonem targały wewnętrzne rozterki. Obrońca F.T. bardzo pragnął wybiec na niemal równiuteńki trawnik Błonie Stadium, jednak rozum podpowiadał mu, aby tym razem zostać w domu, włożyć papucie i obejrzeć to interesująco zapowiadające się widowisko w bezpośredniej relacji telewizyjnej. Zarząd F.T. również zdawał sobie sprawę, że występ Gapsona przeciwko swoim krajanom może doprowadzić do zamieszek ulicznych w Domasznie. Po kilkudniowych konsultacjach podjęto decyzję - ostatni sztoper Gapson spędzi niedzielne popołudnie przed telewizorem.
Transmisja w płatnym kanale TV Szacunek przyciągnęła przed odbiorniki ponad dwa miliony abonentów. Telewidzowie chcieli być świadkami historycznej chwili - debiutu drużyny w nowych, szlacheckich strojach z logo F.T. po stronie serca. No i czekali na odpowiedzi w sprawie mięsnych pytań.
Już pierwsze minuty meczu pokazały, że w błękicie chłopcom do twarzy a pochłonięte podroby to zamierzchła przeszłość. "Szacunek" rozpoczął w swoim stylu - ostrożnie, z pełnym zabezpieczeniem tyłów. Mocna fizycznie i dobrze poukładana drużyna Domaszna nie potrafiła przedrzeć się pod bramkę F.T., dlatego Martyna musiał dla rozgrzewki robić pajacyki. Więcej ciekawego działo się po stronie gości. Wraz z upływem czasu "Szacunek" osiągnął sporą przewagę i zaczął być częstym gościem w polu karnym przeciwnika. Niestety, zawodnicy z Drzewicy marnowali stuprocentowe szanse wręcz wzorcowo.
Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w 37 minucie. Sytuację sam na sam z goalkeeperem Domaszna wykorzystał z zimną krwią Litza. Ledwo żywi piłkarze z utęsknieniem czekali na koniec pierwszej połowy (słońce operowało mocno i prosto w oczy), aż tu nagle przypomniał o sobie Bogi. Po dośrodkowaniu z wolnego drzewicki Super-Pippo jak lisek-chytrusek ubiegł obrońców i z główki podwyższył na 2:0. Kiedy tylko poprawił grzywkę, blond-sędzia zagwizdał razy trzy i wszyscy udali się w stronę szatni, której w rzeczywistości może nie ma, ale od czego jest wyobraźnia?
W drugiej części meczu do odrabiania strat ruszyło Domaszno niesione dopingiem dużej i kolorowej grupy fanatyków. Był moment, że podrażnieni goście gnietli miejscowych niczym piekarz ciasto na dożynkowy chleb. Zapomnieli jednak, że "Szacunek" potrafi użyć zabójczej broni, jaką jest kontra. W 58 minucie szybką akcję prawym skrzydłem sfinalizował Di Stefano, który precyzyjnym uderzeniem z lewej nogi zerwał pajęczynę w siatce Domaszna. - Stadiony świata, he he - skomentował wyczyn Stefcia główny ekspert piłkarskiego studia w TV Szacunek Jacek Gmoch.
Na 4:0 podwyższył w swoim stylu Litza. W 72 minucie na pełnej szybkości minął obrońców, pokonał jeszcze bardziej uciążliwe piaszczyste pole karne i spokojnie posłał piłkę obok bezradnego goalkeepera. Ten sam zawodnik w 81 minucie ustalił wynik meczu. Zastosował na bramkarzu typową "siatkę" i skompletował swego pierwszego hattricka w karierze. Bogi musiał poczuć nutkę zazdrości...
Kibice "Szacunku" rozpoczęli wtedy wielką fetę - wyjęli flagi, odpalili race świetlne, na murawę rzucali konfetti oraz efektowne rolki papieru toaletowego. Śpiewy, tańce, mexykańska fala - atmosfera prawie jak na słynnym La Bombonera w Buenos Aires. - Właśnie dla takich chwil warto być zawodnikiem F.T. - wyjawił późnym wieczorem wyraźnie podekscytowany Martyna, najmłodszy członek "Szacunku".
Z postawy zespołu bardzo zadowolony był Pan Prezes. Za spektakularne zwycięstwo bez straty bramkowej wręczył piłkarzom jeszcze bardziej spektakularny prezent - komplet spinaczy do bielizny. Dodatkowo obiecał dziesięciolitrową bańkę kompotu z rabarbaru po każdym treningu.
 
Szacunek F.T. - Domaszno 5 : 0
Gole dla Szacunku: Litza (3), Bogi, Di Stefano
 
Skład "Szacunku": Martyna, Sylvinho, Slavio, Dario, Di Stefano, Pepper, Kalol, Litza, Bogi (Marco), Jack (Tomsky), Mały